Nas można bluzgać - wywiad z Afro Kolektyw


  O nowej płycie, o tym jaką muzykę w Polsce opłaca się robić i o przekraczaniu granic chamstwa na fanpage'u ze smutnymi kolesiami z Afro Kolektywu rozmawiała Agata Kurdybanowska.

Cały czas ewoluujecie. Od hip-hopu po niemal pop. Tylko czy przy tej ewolucji nie zabrakło jakiegoś ogniwa?

Remek Zawadzki: Nam się tak nie wydaje. W jaki sposób mielibyśmy dokonywać płynnie tego przeskoku? Na tej płycie są pozostałości rapu, np. w „Wiążę sobie krawat" czy „Nasza Doskonałość". Przy tej pierwszej piosence starzy fani się nie oburzyli, a przy następnym singlu już tak, bo był w całości zaśpiewany. Ten skok jest, ale w ramach płyty nie tak gwałtowny. W dyskografii też, bo na poprzedniej płycie już trochę śpiewaliśmy, eksperymentowaliśmy. Z naszej perspektywy to nie jest skok, bardziej toczenie się [śmiech].

Czy prawdziwy fan musi znać wszystkie piosenki, albumy? Ci „pilśniowi", którzy nie trawią najnowszego albumu są gorsi od „piosenkowych"?

R.Z.: Nie, nie szufladkujemy fanów. Fan, tak naprawdę nie ma żadnych obowiązków w stosunku do nas. Ja sam za bardzo nie znam „Płyty pilśniowej", nawet jej całej nie przesłuchałem. Muzyka jest dla ciebie, ma ci sprawiać przyjemność, więc forma obcowania z nią jest kwestią indywidualną. Fajnie jeśli ludzie słuchają muzyki dobrej, albo jeśli przynajmniej są w stanie docenić w niej pewne rzeczy.

Gdyby popełnić błąd interpretacji tekstów piosenek, można by powiedzieć, że jesteś egzystencjalistą, że jest tak smutno, jak strasznie niedobrze.

Michał „Afro" Hoffmann: Egzystencjalistą? To bardzo piękne miano, ale nim nie jestem. Koledzy mi powiedzieli, że dziś piłem wodę z kałuży. Bardziej chyba jestem...

R.Z.: Świnią! Zwykłą świnią [śmiech].

Śledząc wasz fanpage na Facebook'u odnoszę wrażenie, że wrzucając te wszystkie słodkie wywiady czy recenzje, tłumaczycie się, siejecie propagandę sukcesu.

R.Z.: Absolutnie się nie bronimy.

M.H.: Nie mamy przed czym. Każdy zespół, który ma fanpage, publikuje tu wywiad, tu recenzję, tu info o koncercie. Na tym polega Facebook. Ja bym tego robić nie umiał, bo kiepsko się autopromuję, ale na szczęście mamy świetnego managera, który może się w to zaangażować z czystym sumieniem. A ja też mam czyste, bo staram się zaoferować coś ekstra, twórczo podejść do rzeczy, napisać wierszyk, narysować komiks. Oczywiście te wierszyki i komiksy czasem są do dupy, ale się staram chociaż.

R.Z.: Profesjonalnym zachowaniem jest dostarczanie informacji. Poza tym, gdybyśmy się bronili, to pewnie byśmy odpowiadali na różne głupie posty. Część agresywnych komentatorów ucichła lub przeprosiła.

A propos głupich komentarzy jest taki bloger Kominek. On zabrania na swoim blogu wulgaryzmów i negatywnych postów na swój temat. Jeśli ktoś ma do niego uwagi, to na pewno nie umieści ich na jego blogu.

M.H.: To jest bardzo dalekie od tego co my preferujemy. Jeśli ktoś chce nas zbluzgać, potargać, zeszmacić – bardzo proszę. My to lubimy.

Przeklinać też?

R.Z.: Tak, to jest tylko Facebook. Żyjemy w wolnym kraju. Aczkolwiek, w pewnym momencie chamstwo przekroczyło pewne normy i byłem trochę zaskoczony, że ludzie nie pomyślą, że czytają to żywe osoby.

M.H.: Ja się nie przejąłem. Jak bluzgają, to znaczy, że się przejmują.

Ktoś kto wydaje płytę przy Universal, nie robi tego dla frajdy. Komercja, frajerstwo?

M.H.: To stwierdzenie czy pytanie?

Michał Hoffmann, lider Afro Kolektywu wystąpił z zespołem w Krakowie 18 marca w klubie Rozrywki 3, fot. Jacek Łabaj To pierwsze stwierdzenie. Drugie – pytanie.

M.H.: Stwierdzenie jest fałszywe, ponieważ wytwórnie duże nie różnią się niczym od wytwórni małych. Jeśli w grę wchodzą ogromne pieniądze, to żadna wytwórnia nie będzie sobie zabagniała stosunków z wykonawcą dyktując mu cokolwiek, bo się to po prostu nie kalkuluje. Jeśli Universal podpisuje umowę z takim zespołem jak Afro Kolektyw, to...

R.Z.: Ma gotowy produkt, materiał.

M.H.: To po pierwsze. A po drugie nie musi nic przy tym robić wbrew sobie i nam. Trafia do pewnej niszy, w którą właśnie chce wcelować. I nie współpracuje z nami po to, żeby wcelować tam, gdzie nam się nie udało, ale dlatego, że wypełniamy pewne kryteria. Oni nie muszą nas formatować, bo dla tak wielkiej firmy zyski ze sprzedaży płyt Afro Kolektywu są na granicy błędu statystycznego.

R.Z.: Nie ma czegoś takiego jak komercja i wygrubaszenie. My przynieśliśmy gotowy materiał. Oni powiedzieli: „Bardzo fajne, przynieście więcej!".

M.H.: Wszyscy są zadowoleni, bo Universal troszeczkę na nas zarobił, a my dostaliśmy bardzo wydolny pion promocyjny, którego nam zawsze brakowało.

Czy odejście od hip-hopu nie było kalkulacją? W polskim hip-hopie jest dość ciasno. Fisz, O.S.T.R, Eldo. Hip-hop, który wy proponowaliście, nie mieścił się, co?

M.H.: Było kalkulacją na maksa. Hip-hop w ogóle sprzedaje się słabo na tym rynku. Trzysta czy pięćset tysięcy odtworzeń na tubie to strasznie mało. Natomiast XTC, Beach Boys czy Violens mają tu za sobą ogromnie dużo ludzi. W Polsce są popularni na maksa, na każdym rogu Jorge Elbrecht, my byśmy tak chcieli! Tak na serio: gdybyśmy mieli kalkulować, robić coś co przyniesie hajs, to dalej gralibyśmy hip-hop.

R.Z.: Gdybyśmy chcieli zarobić naprawdę dużo pieniędzy, to byśmy grali reggae.

Bardziej miałam na myśli kalkulację medialną. Dla was, dla tego, co robicie, nie było miejsca na scenie muzycznej.

M.H.: Nagraliśmy płytę taką, jakiej chcieliśmy posłuchać. Puścić sobie ten album rok później i powiedzieć: „Panowie, zajebiste! I to my?! Nieeee". Pamiętam jak dwa czy trzy lata temu chodziliśmy z Remkiem i Sztu po Starówce w Warszawie i Remek powiedział: „Ty, puściłem sobie Połącz kropki. Jaka to jest fajna płyta!". A to znaczy, że się udało.

R.Z.: Zrobiliśmy piosenki jakich na rynku nie ma, a chcieliśmy, żeby były.

Obracacie się w środowisku muzyki alternatywnej.

M.H.: Czyli jakim?

Takim, że nie gracie koncertów z Piaskiem w Biłgoraju. Co jest dla was „bełgotem"?

M.H.: Straszne uproszczenie.

R.Z.: Gdyby nam zaproponował, to czemu nie?

M.H.: Przepraszam, ale nie chce mi się rozmyślać nad tym, co jest słabe, bez smaku i gustu. Wolę rozkminiać, co jest świetne. Wydaje mi się, że jednego i drugiego jest jednakowa ilość w świecie komercji i alternatywy.

Na koniec: czy będzie kolejna płyta? Jeśli tak, to czy macie już jakieś pomysły?

M.H.: Tak! Mamy nawet kontrakt na trzy!

R.Z.: Sami do końca nie wiemy. Będą z tekstami po polsku i na razie chcemy kontynuować muzycznie to, co robiliśmy do tej pory.

M.H.: Na pewno będą wyrazem głębokiej frustracji. Jak zwykle.

Zdjęcie autorstwa Jacka Łabaja.