Najważniejsza jest pasja, publicystyka wyszła przypadkiem


Rozmowa z Tomaszem Cieślewiczem: blogerem, redaktorem pism „Bajtek”, „Magazyn Atari”, współtwórcą atarionline.pl.

Tomka udało mi się spotkać na konferencji CONFidence – wydarzeniu dedykowanym przede wszystkim ludziom, których świat to linie kodu na ekranie przerywane raz na jakiś czas niezrozumiałymi dla "normalnych" żartami:) Na konferencji reprezentował serwis internetowy atarionline.pl i prowadził stoisko, gdzie można było zapoznać się z demosceną oraz spróbować swoich sił w grach na komputerach 8-bitowych.

Jak przyznał, jego najważniejszą pasją w życiu stały się komputery. Przygodę z nimi zaczął już w szkole podstawowej, gdy próbował uczyć się programowania, nawet nie posiadając komputera. Z czasem fascynacja zaczęła się przeradzać w coraz bardziej dojrzałą wiedzę, a ta z kolei zaowocowała setkami napisanych artykułów, recenzji, porad i innych wszelakiej maści tekstów.

Destylator (Adam O.): Wspomniałeś, że u Ciebie najpierw była pasja, z której dopiero, w zupełnie przypadkowy sposób zrodziła się potrzeba i przyjemność z pisania, zarażania nią innych. Jak to się zaczęło?
Tomasz Cieślewicz: Było to pod koniec lat osiemdziesiątych i niczym wówczas nie różniłem się od moich rówieśników, wszyscy chcieliśmy mieć komputer, joystick i czytaliśmy "Bajtka".
W momencie, gdy już dostałem swój komputer wtedy zrodziła się prawdziwa pasja. Zupełnie przypadkowo poznałem Tomasza Mazura, który rozkręcał polski gamedev (tworzenie gier komputerowych). On wprowadzał w życie zupełnie karkołomny pomysł: żeby w kraju, który nie posiada ochrony praw autorskich tworzyć i próbować sprzedawać normalne, oryginalne, ładnie opakowane gry komputerowe. W ten sposób powstała firma Mirage Software, jeden z pierwszych polskich wydawców gier komputerowych.

D.: Już wtedy zacząłeś wkraczać na ścieżkę dziennikarza komputerowego?
T.C.: Tak, to już zaczęło się w Mirage'u. Tomasz Mazur, człowiek który niezwykle umiejętnie i z niesamowitą pasją prowadził tę firmę, w pewnym momencie postanowił wydawać własne pismo komputerowe "Świat Atari".
Pod względem oprawy, jakości bił "Bajtka" na każdym kroku. Raptem, z kodera i grafika podjąłem wyzwanie, by zmierzyć się z obowiązkami redaktora. Uważam, że kompletnie się do tego nie nadawałem, jakoś przypadkiem tam trafiłem i z czasem się w tym odnalazłem. To było moje pierwsze spotkanie z prasą.

D.: Co było dalej?
T.C.: Następnym etapem był już "Bajtek". Poszedłem z kolegą do redakcji i zapytaliśmy, czy jest coś, co moglibyśmy robić. Oni zaproponowali nam rzecz zupełnie zaskakującą, że uruchamiają zupełnie nowe pismo. Był to "Atari Magazyn", a my zostaliśmy jednymi z pierwszych osób, które tam publikowały. Zupełnie obiektywnie mogę powiedzieć, że pismo posiadało bardzo wysoką jakość merytoryczną artykułów.

D.: Jak wtedy wyglądała praca w redakcji pisma komputerowego, na które czekała spora część polskich zapaleńców komputerowych?
T.C.: "Bajtek" trochę niepoważnie nas traktował, oddzielili nas od siebie. Redakcja "Atari Magazynu" znalazła się na ówczesnym końcu świata, czyli Ursynowie. Przez ścianę mieliśmy redakcję pisma "Commodore & Amiga", też wydawanego przez Spółdzielnię Bajtek. To jest historia dla mnie niesamowita, poznałem tam mnóstwo ludzi, których do dziś spotykam w najróżniejszych miejscach. Tam była ta genialna rywalizacja, ciągłe uszczypliwości pomiędzy atarowcami i commodorowcami. Porównywanie sprzętu, gier, na czym lepiej działały. Po prostu fantastyczna atmosfera[śmiech].

(-> poczytaj o "świętej" i "nieskończonej" wojnie między Atari a Commodore)

D.: Czy mieliście kogoś, kto pilnował, byście nie przenosili "świętej wojny" poza monitory?
T.C.: Atmosfera była świetna i pilnować nas nie było potrzeby. Naszym szefem był Maciej Chociszewski. Uważam, że był to najgenialniejszy szef jakiego można sobie wyobrazić, myślał o każdym pracowniku z osobna. Bardzo miło wspominam tamte czasy. Do takiej redakcji się przychodziło z wielką przyjemnością. Było to moje pierwsze poważniejsze spotkanie z pracą zawodową i muszę przyznać, że to spotkanie było genialne. Tego w ogóle nie traktowało się jako pracę, to była po prostu przyjemność.

D.: Szkoda, że w dzisiejszych redakcjach takiej atmosfery już po prostu nie ma... Z tego, co pamiętam "Bajtek" działał do 1996 roku?
T.C.: Tak, "Bajtek" upadł i ja w ogóle z tym zerwałem. Miałem wówczas trwającą kilka lat przerwę. Był to czas, kiedy zacząłem odkrywać w sobie powoli bakcyla publicystycznego. Coraz poważniej rozwijał się Internet i postanowiłem, że mogę zrobić stronkę, która mówiłaby o informatyce oraz czasach Atari - wtedy jeszcze długo nie istniało pojęcie "blog". Ostatecznie projekt ten, z różnych nieprzewidywalnych przyczyn, się nie udał, jednak zdążyłem napisać wiele tekstów, które cały czas zamierzam opublikować. Od kilku lat działam i publikuję w ramach serwisu atarionline.pl, gdzie też wszystkich serdecznie zapraszam - to taka kryptoreklama [śmiech].

D.: Jeśli dobrze rozumiem, atarionline.pl to nie tylko społeczność pasjonatów komputerów 8-bitowych, ale też spora baza wiedzy?
T.C.: Jeżeli w tej chwili mamy ponad tysiąc artykułów na ten temat, to jest to naprawdę potężna biblioteka. To jest kawał historii, która ma swoją wartość. Obok komputerów 8-bitowych są tam też obecne komputery 16- i 32-bitowe, zarówno Atari jak Amiga. "Atarionline.pl" to też sposób na odnalezienie swojej młodości, dlatego zgromadzone materiały czyta się z wielką przyjemnością. Myślę, że Atari ma w sobie bardzo duży współczynnik "miodności" i właśnie dlatego udało nam się zbudować taką a nie inną społeczność - również na naszym forum.

D.: Czy można jakoś podsumować Twoją ścieżkę publicystyczną?
T.C.: Miłość do Atari[śmiech].

 

Na zakończenie dodam, że Tomek na konferencyjnym afterparty prowadził ponad 4-godzinną prezentację (tak było!) o początkach gier komputerowych i demosceny. Wydaje się to niewiarygodne, jednak przez cały czas sala była pełna.

Jeśli chcecie poczytać o samym CONFidence polecam: secnews.pl

facebook_rss rss






Podobne:



Ostatnio dodane: