­­­­Polub mnie, zaufaj mi… I daj mi pieniądze na moje marzenie.


PolakPotrafi  Zaczynali od projektów ze „zbieraniem na trampki”, a ostatnio, przy okazji znacznie bardziej transparentnych projektów, coraz wyżej windują się w szczebelkach Startup Ranking (http://www.startupranking.com/polakpotrafi-pl). O tym, co wspieramy w Polsce, czy skromnie – czy rozrzutnie, o tym, czym jest crowdfunding w ogóle rozmawiam z Jakubem Sobczakiem i Michałem Połetkiem z serwisu PolakPotrafi.pl.

Tomasz Miecznikowski (Destylaotor): Załóżmy że mam innowacyjny pomysł na polski Netflix. Chcę go wpuścić na PolakPotrafi, czyli zgłaszam się do Was i…

Jakub Sobczak: Najpierw musisz wejść na stronę. (śmiech) Kliknąć w zakładkę Startuj z własnym pomysłem i wypełnić krótki formularz. I wtedy piszesz do nas z informacjami co chcesz zrobić. To trafia do nas, i…

Michał Połetek: Na tym etapie Ty dostajesz pigułkę informacji odnośnie systematyki w której działamy, a my opiniujemy projekt, bo możemy go nie zaakceptować. Dopytujemy czy budżet masz dobrze wyliczony, na co dokładnie chcesz go przeznaczyć…

JS: Czy nagrody są dobrze ustawione…

MP: Czy masz jakiś plan promocji, jeżeli tak – to jaki, bo możemy pomóc, jeżeli nie, no to powinieneś go mieć i w tym miejscu coś sugerujemy. A na samym początku weryfikujemy czy projekt jest zgodny z prawem. jeżeli nie ma żadnych prawnych obostrzeń, to przechodzimy do drugiego etapu, na którym staramy się maksymalnie wejść w ten projekt i doradzić, pomóc…

Jaku Sobczak - Polakpotrafi.pl
Jakub Sobczak - założyciel PolakPotrafi.pl

JS: Oczywiście jest tak że niektóre projekty odrzucamy, ale to nie z tych powodów że nie umiesz śpiewać – zakładając że chcesz wydać płytę. Odrzucamy projekty tylko z obiektywnych względów. Przede wszystkim dlatego, że projektodawca nie chce być do końca fair, otwarty, nie chce do końca pokazać idei swojego projektu – to nie działa w crowdfundingu.

MP: Mieliśmy kiedyś takiego asa, który zgłosił projekt na czterysta tysięcy złotych w którym chciał zrobić film. Wstępna weryfikacja i oczywiste pytanie, o czym będzie film? – Nie mogę powiedzieć.

JS: Ale będzie tak super, że wszyscy będą chcieli go finansować.

MP: A jakie będą nagrody? No… Raczej tylko podziękowanie.

JS: I na pewno nie w napisach, bo nie może z przodu, tylko ewentualnie na końcowych, i one muszą być za pięćset złotych…

Michał Połetek - Polakpotrafi.pl
Michał Połetek - Centurion Kontaktu
ze Wszechświatem w PolakPotrafi.pl

TM: I odrzuciliście go w tej wstępnej fazie?

MP: Tak, bo to było podejrzane, jeżeli ktoś potrzebuje takiej kwoty nie pokazując dokładnie na co, to jest to podejrzane.

JS: Początkowo próbowaliśmy go przekonać żebyśmy wspólnie zrealizowali ten projekt, bo i nam na tym zależy, ale żeby opisał o co mu dokładnie chodzi. Aby pokazał swój pomysł i pokazał go ludziom, bo inaczej, nawet jak jego projekt wejdzie na stronę, to nie wypali.

MP: W momencie w którym jesteś ty zadowolony i my jesteśmy zadowoleni i wiemy że projekt ma szansę się udać, dochodzi do takiej weryfikacji twardej, mechanicznej, polegającej na wpłacie weryfikacyjnej na dowolny inny projekt, za dowolną kwotę – nawet za złotówkę. W ten sposób uzyskujemy potwierdzenie że ty to ty, i konto bankowe na które przelejemy ci pieniądze jest faktycznie twoim kontem do którego ty masz dostęp. Po dokonaniu transakcji weryfikacyjnej odpalamy projekt na stronie.

JS: Oczywiście masz możliwość zarządzania tym projektem – zmieniania opisu, tytułu, dodawania aktualności…

TM: Dodawania nagród, dodawanie budżetu projektu…

MP: I tak, i teoretycznie tutaj kończy się zabawa. Na to strasznie uczulamy, i na warsztatach, i na wykładach, nawet jak rozmawiamy teraz z tobą. Wrzucenie projektu na jakikolwiek serwis crowdfundingowy – to może być i Kickstarter – samo wrzucenie nic ci nie da. Musisz sam starać się go promować. My pomagamy jak możemy. Chociażby dzisiaj byliśmy z siedmioma projektodawcami w TokFM żeby pogadali o swoich projektach.

TM: Na czym zarabia PolakPotrafi?

MP: Jeśli projekt zbierze swoją kwotę w 100%, lub wyżej, - no to wtedy z tego udanego projektu my pobieramy prowizję 9,9%.

TM: W takim razie jak duży macie procent zrealizowanych projektów? Żebyście mogli się utrzymać, nie może być niski.

JS: A jak obstawiasz?

TM: Koło 50%?

JS: No niestety mniej.

TM: Ale dużo mniej?

MP: 30%-33% wszystkich projektów się udaje, przy czym ta skala rośnie.

TM: Bo świadomość rośnie, co poza tym?

MP + JS: Przede wszystkim zmienili się projektodawcy. Na początku standardem były projekty pokroju „zbieram na kablówkę”. Nie do końca o to chodzi w crowdfundingu. Siłą rzeczy TAKICH projektów udawało się mniej, około 20%-25%. Teraz, kiedy mamy projekty bardziej transparentne, typu wyjazd na igrzyska do Soczi, czy odbudowa legendy polskiej motoryzacji – Warszawy, jest łatwiej o zebranie całej kwoty. Myślę, że wkrótce dobijemy do skali, w której 40% będzie..

JS: Światowy standard w tym momencie to 33%-40%. W pełni potwierdzają się światowe trendy, podobnie przy średniej kwocie wsparcia projektów.

TM: To ciekawe, bo z tego co mówisz wynika, że udało się udomowić crowdfunding na rodzimym rynku. Tym bardziej, że przykładem jest USA, w którym zarówno świadomość internetowa, jak i świadomość samej społeczności jest nieporównywalnie większa.

MP: Ale to powiem Ci ciekawą rzecz. Co ciekawe i dużo pozytywnej energii…

JS: Bardzo dużo pozytywnej energii! (śmiech)

MP: Musi być jedna wypowiedź gdy Kuba mówi „dużo pozytywnej energii”, bo wtedy to jest jedyne potwierdzenie że Kuba faktycznie to mówił. Ale do meritum. Średnia kwota wsparcia  projektu na Kickstarterze to około 20$, w Polsce to jest około 79 zł – czyli bardzo podobne kwotyo. Średnia kwota udanego projektu w Stanach Zjednoczonych to 2000$, u nas na serwisie to jest około 6000 PLN. Może się wydawać że jest inna mentalność, że ludzie nie chcą dawać siana, ludzie nie chcą pomagać, etc. A jak widzisz, wszystkie trendy, łącznie z procentem udanych projektów, łącznie z kwotami wpłat i kwotami udanych projektów – one są niemal analogiczne, jedyne czego brakuje, to tego dużego pieprznięcia, takiej świadomości że o finansowaniu społecznościowym wiedzą wszyscy. Bo o Kickstarterze wiedzą w Stanach wszyscy.

JS: Całe szczęście jakość projektów się poprawiła i to zdecydowanie wpływa i na to ile osób wpłaca, i ile osób je chętnie czyta. Idziemy w tę stronę która jest we wspomnianych Stanach, pomimo że czasami są to amatorskie zbiórki, czasami półprofesjonalne, ale coraz lepiej przygotowane. To mi się podoba.

TM: Mówisz Michał że kwoty na PolakPotrafi są niemal analogiczne jak na Kickstarterze. Ale co z tematami zbiórek? Czy widać jakieś słowiańskie naleciałości, jednak że to jest polskie, więc zbieramy na co innego - co innego nas motywuje, co innego jest dla nas ważne?

MP: Chyba największa różnica sprowadza się do jednej kategorii. Technologia i gry. Sam jeszcze zanim zaczęliśmy rozmawiać mówiłeś, że Kickstartera kojarzyłeś głównie ze względu na tę kategorię projektów. I to jest standard, teraz wypuścić niezależną od dużego developera grę pomijając crowdfunding jest aż dziwne. U nas niestety projektów technologicznych jest jeszcze bardzo mało…

JS: Myślę że one się pojawią – proporcjonalnie do stażu i wielkości projektów. Im więcej będzie zrealizowanych, tym prawdopodobnie łatwiej będą udawały się projekty wysokokwotowe. Technologiczne projekty mają przeważnie kwotę zbiórki rzędu pół miliona, czy nawet miliona polskich złotych.

MP: No i z drugiej strony, zupełnie inny rynek gamingowy. CD Projekt Red za Wiedźmina, mamy Techland od Chrome, mamy Snajpera, i w zasadzie tyle z szeroko znanych pozycji. Mamy więcej firm które te gry produkują, ale to jest nadal malutka skala w porównaniu z USA. Jest siła w Indie games - grach niezależnych.

TM: Sporo ich wypłynęło, i rzeczywiście, rynek od początku opierał się na crowdfundingu.

JS: A z drugiej strony brak w tym reguły. Na przykład kategoria filmy – możemy powiedzieć że Stany, Hollywood, wielki przemysł filmowy, tam musi się świetnie sprawdzać. A u nas kategoria muzyka i filmy są najbardziej popularne kategorie.

MP: Muzyka, film i książki. I mamy najpopularniejszą kategorię, kategorię inne.

TM: I co się w niej mieści? Wszystko?

JS + MP: Sport, podróże. Mamy teraz strasznie dużo projektów sportowych w tym momencie.

TM: „Sportowe”, czyli jakie? Na przykład zbiórka na wyjazd Kamili Kędzior?

MP: Na przykład. Ale boom zaczął się po akcji igrzysk do Soczi. Zaangażowała się w nią firma Otto. To jest też pewna świadomość która się rodzi w polskich firmach - crowdfunding może być dobrym tłem marketingowym. Możesz do mediów podać komunikat – oni nie mają pieniędzy i jest źle, albo oni nie mają pieniędzy i coś chcą z tym zrobić. I to był właśnie projekt wyjazdu na igrzyska do Soczi. Aida Bella wraz z Martą Wójcik zorganizowały ten projekt razem ze wspomnianą już firmą Otto i ze swoimi kolegami z kadry. Temat był szeroko komunikowany w mediach, na zasadzie „złe ministerstwo nie daje pieniędzy więc muszą dziewczyny się same starać”. A dziewczyny się na tyle spodobały, że pojawiły się na okładce Playboya w listopadzie. Fajne wydanie, swoją drogą.

JS: Bardzo artystyczne wydanie!

MP: Koledzy z kadry stwierdzili że poznali dziewczyny z nowej strony. (śmiech)
Tak wyglądają projekty sportowe. Ktoś potrzebuje powiedzmy pieniędzy na odżywki, ktoś na wyjazd, ktoś potrzebuje pieniędzy na sprzęt dla swojej drużyny…

JS: Czy koszulki, a z drugiej strony – mamy też te osoby wspierające, które dostają w zamian niesamowite nagrody. W przypadku igrzysk do Soczi za 300 złotych można było wziąć udział w treningu z tymi przyszłymi olimpijkami. To motywuje, bo mało kto ma taką okazję.

TM: Zauważyłem, że dużo ludzi interesuje się całym finansowaniem społecznościowym jako zjawiskiem, jako konkretnymi serwisami, na Wykopie. Wykop się w ogóle wydaje idealną społecznością do czegoś takiego…

JS: W teorii.

TM: W teorii? Ale czy nie obawiacie się tego, że Wykop który należy do Grupy Allegro, która ma w swoim wachlarzu tak zróżnicowane serwisy, nie boicie się że też będzie chciał kawałeczek tego tortu zwanego finansowaniem społecznościowym?

MP: Powiem Ci tak – jeśli chodzi o sam Wykop, Kuba użył słowa klucz - w teorii. Wykop effect to szeroko znane zjawisko, ale oboje wiemy co się na Wykopie najbardziej podoba. Większe są wykopy gdzie komuś się dopieprzy, niż komuś się pomoże. I wiek wykopowiczów powoduje że to nie jest do końca target crowdfundingowy, bo wykopowicze – z tego co ja obserwuję – to w dużej mierze ludzie bardzo młodzi. To nie są ludzie którzy mają pieniądze aby kogoś wspierać. Nie zawsze mają konto w banku które jest wymagane żeby kogoś wesprzeć. Wiesz, jeżeli chodzi o Wykop effect w postaci nabicia ruchu – to tak, to pomaga. Ale konwersja na wpłaty jest prawie że zerowa.

polakpotrafi.pl

TM: Czyli to są tylko „puste” wejścia?

MP: Przynajmniej na razie. To wstępne obserwacje, bo dużo projektów crowdfundingowych na Wykopie nie było, więc tutaj nie odważyłbym się na mówienie że jest to tendencja. A odpowiadając na Twoje drugie pytanie czy się tego boimy – nie do końca. Bo to nie jest taki prosty kawałek chleba.

JS: To nie jest do końca ich target w tej chwili.

MP: To po pierwsze, a po drugie tu też trzeba zbudować zaufanie.

JS: Tworzę PolakPotrafi od ponad dwóch lat. To nie jest typ biznesu w którym się szybko sieje i szybo zbiera żniwa – tutaj najważniejsze są relacje. I to z dwóch stron: po pierwsze z ludźmi którzy tworzą te projekty, po drugie, z publicznością, która może być potencjonalnym wsparciem dla projektów.

MP: To jest know-how tego biznesu. To nie jest tak, że uruchomisz sobie serwis crowdfundingowy i wrzucasz ogłoszenia „szukam specjalistów od crowdfundingu”. Ludzi w tym kraju którzy znają się na crowdfundingu jest… Mało. Nie zrobisz tak ot rekrutacji, więc będziesz zatrudniał ludzi którzy muszą się wszystkiego nauczyć, a to nie jest taka prosta rzecz.

JS: A nie każdy community manager może się sprawdzić w crowfundingu.

TM: To inny wymiar relacji, zupełnie inne myślenie o publiczności – którą trzeba pozyskać, który trzeba oswoić i z którym trzeba się zaprzyjaźnić?

MP: Ja ostatnio aktualizowałem naszą zakładkę Media o nas. Trzydzieści wpisów z jednego dnia - wydarzenia polsatowskie, wydanie Playboya, do tego cała masa blogów i serwisów internetowych, prasa drukowana. To się długo buduje.

TM: W zasadzie przy tak transparentnych projektach jak przy Kamili Kędzior, Wy byliście tam – ale byliście tylko jako konto bankowe na które można przelewać pieniądze, a serwis z bazą takich projektów.

JS: Projekty reklamują inne projekty. Jak ktoś poznał serwis przez media przy projekcie związanym z Kamilą Kędzior to przy okazji odwiedzał dwa czy trzy inne projekty, którym przy okazji też coś skapywało/

MP: Eksperymentowaliśmy z różnymi narzędziami żeby z informacją o projektach dotrzeć do ludzi, ale zupełnie obiektywnie, nas najlepiej promują projekty które się udały. Każdy projekt w danej kategorii który się udał przyciąga trzy – cztery – pięć kolejnych, z czego statystycznie udaje się 33%. Koło się zamyka. Projekt się pojawił – projekt się udał – przyciągnął 5 nowych, z tych nowych kilka się udało. I one przyciągają kolejne projekty.

JS: Jak kula śnieżna – buduje się coraz większa zgodnie z tym, jak coraz więcej projektów się udaje.

MP: To rośnie nie w tempie arytmetycznym, ale geometrycznym.

TM: A jaką skalę przewidujecie na przyszły rok? Czy w ogóle jesteście w stanie to przewidywać?

MP: Chcemy utrzymać poziom wzrostu jaki mamy teraz, czyli między 4 a 6. W 2013 udało nam się zrobić pięć razy więcej niż w 2012 – to w 2014 chcemy zrobić pięć razy więcej niż w tym.

TM: Case Kickstartera pokazuje że crowdfunding będzie tylko rosnąć, że górnej bariery w zasadzie nie ma, bo kto wie czy PolakPotrafi nie będzie polskim Kickstarterem, który pozyska zasięg z krajów ościennych.

JS: No, jest to jeden z…

MP: Nie wchodźmy może na kolejne tematy w których mamy za dużo zdradzać. (śmiech)

JS: …myśleliśmy o tym. Ale polskim Kickstarterem można nas po trochu nazwać. Podoba mi się.

MP: Inne warunki i inna świadomość crowdfundingu w Polsce powoduje to, że my szukamy rozwiązań tam gdzie taki Kickstarter nie musi. Oni już nie muszą się jako tako reklamować, nie muszą wprowadzać nowych narzędzi, nowych rozwiązań, żeby budować swoją pozycję. A my bazując na tym co mamy w tym kraju, który wbrew pozorom nie jest taki zły, jesteśmy zmobilizowani i po części zmuszeni do tego, aby szukać nowych narzędzi. Jestem przekonany że parę rzeczy które mamy gdzieś tam z tyłu głowy, parę rzeczy które zaczęliśmy już realizować, to są rozwiązania które mogą być na tyle ciekawe i na tyle nowe w crowdfundingu, że one jako pewna forma rozwoju tej idei pozwolą jej dalej przetrwać, bo w Internecie nie ma czegoś wiecznego. To nie jest tak że my możemy sobie myśleć o PolakPotrafi.pl jako instytucji która będzie istniał 30-50 lat jak firma budowlana i będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie. Mamy świadomość że musimy ewoluować razem z Internetem. I to robimy.

TM: Ostatnio widziałem taką prezentację która stanowi jasno, że gdzieś tam przy roku 2010 linia oglądalności telewizji nagle została przebita przez media digitalowe. To jest ciekawe że Internet Internetem, ale że to co Wam przyniosło największy ruch i największą rozpoznawalność są media tradycyjne.

JS: Tak niby było bo na samym początku jak udało mi się dostać do Wiadomości dwukrotnie. Natomiast ostatnio to facebook przynosi nam więcej wejść niż na przykład Polsat. Reklama na facebooku spowodowała skuteczny i duży wzrost odwiedzin projektu, co nie znaczy że równie skutecznie się to przełożyło na wpłaty. To jest ciekawe – zdecydowanie lepiej na wpłaty przechodzi polecony projekt przez kogoś pocztą pantoflową – co najmniej dwa razy lepiej przekłada się to na wpłaty niż facebook.

TM: Tak, na tym polega siła polecenia pocztą pantoflową – społecznościowa, według narracji mediów społecznościowych.

MP: Mieliśmy projekt „Po drugiej stronie lustra”, który dotyczył nurkowania na głębokości bez żadnego osprzętu. Ilu ludzi interesuje się taką dyscypliną - nie to że nurkuje w Egipcie na wakacjach, ale ilu ludzi interesuje się nurkowaniem na dużych głębokościach bez osprzętu? Teoretycznie – nie dużo, podejrzewam, że podobny odsetek ludzi którzy grają w golfa. Czy to się może udać? Logika czy rozsądek nakazywałby rozumieć że nie. Natomiast ekipa zebrała pieniądze których potrzebowała z nawiązką i to dosłownie w parę dni. Dlaczego? Bo społeczność, choć mała, to bardzo zżyta, bardzo zaangażowana i aktywna.

TM: Powiedzcie, jak patrzycie na cały biznes finansowania społecznościowego z pozycji prawnej? Jeszcze kiedy były minister cyfryzacji Michał Boni na jednej z konferencji powiedział że patrzy na crowdfunding jako taki z pewnym zaciekawieniem, i nie chce gasić jego rozwoju bo jest w stanie zrozumieć że jeżeli w tym momencie procedury utrudni prawo, ze swoim opodatkowaniem, czymkolwiek, to wszystko może się przepalić.

JS: To było w Warszawie, na Sektor 3.0.

MP: Nie wiem czy mamy tu z Kubą takie same zdanie. Ja z natury jestem anarchistą jeśli chodzi o przepisy. Znaczy anarchistą… Kapitalistycznym anarchistą, takim najgorszym jaki może być, i nie wiem czy wiesz, ale jakiś czas temu ruszyły konsultacje Unii Europejskiej celem uregulowania finansowania społecznościowego w całej Unii. Boję się jednej rzeczy – że motywacja która stała za tą próbą uregulowania nie wynika z tego „hej, to się fajnie rozwija, może im pomożemy”, tylko „hej, oni się fajnie rozwijają, może ich opodatkujmy?”. Bo wiesz – podatki to jest też crowdfunding. Tylko z tą różnicą że masz obowiązek ich płacenia, a nie dobrowolność. I nikt cię nie przekonuje. Moja opinia jest taka że to przyniesie więcej szkody niż pożytku.

JS: Ja bym się z tym zgodził. Sytuacja crowdfundingu jest o tyle ciekawa, że moim zdaniem, oczywiście to standardowe pytanie dla nas – czy ktoś robi na tym przekręty. Natomiast crowdfunding na dobrą sprawę reguluje się sam, bo jeżeli ktoś będzie próbował zrobić jakiś przekręt, to ludzie mu nie dadzą pieniędzy, ludzie nie są tacy łatwowierni i nie dają się tak łatwo oszukać. A z drugiej strony – jak chcesz żeby ktoś cię oszukał, to i okradnie cię w autobusie. Te regulacje jeżeliby dążyły w stronę nadania ram tej branży, typu możesz robić pomysły muzyczne, ale z szeroko pojętej sztuki już nie…

MP: Crowdfunding pozwala sfinansować rzeczy niszowe które nie mają szansy na sfinansowanie z tytułu jakiegoś sponsora. I teraz tak – mieliśmy taki projekt, zresztą jak wpiszesz w Google BDSM, to wyskakujemy na piątym miejscu. W sensie nie ja i Kuba… (śmiech) Tylko PolakPotrafi.pl. Mieliśmy projekt fotografii BDSM. Niestety projekt się nie udał. I teraz sobie tak myślę – ten koleś robiąc ten projekt miał jedno zmartwienie – uda się, albo się nie uda, i jedynie zapłacić podatek do skarbówki jeżeli zbierze pieniądze. To wszystko. A teraz ktoś sobie wymyśli że Komisja ds. Etyki Crowdfundingu ustanowi, że ty robiąc swój projekt musisz go udokumentować i na przykład mieć – wymyślam w tym momencie, bo nie wiem w którą stronę to pójdzie – musisz mieć raport z realizacji budżetu.

JS: Albo zebrać sto podpisów że twój projekt podoba się ludziom.

MP: Cokolwiek, głupota która wymagałaby od Ciebie sprawozdania przed osobą trzecią z projektu. Jeżeli ja bym robił projekt na przykład związany z BDSM, albo jakikolwiek projekt robiony dla ludzi dorosłych, legalny oczywiście, na przykład związany ze środowiskiem LGBT,  gdzie mogę nie chcieć wszystkim dookoła komunikować że jest to mój projekt. A już na pewno nie jakiemuś urzędowi który powinien o tym wiedzieć. Tego się boje, że pojawią się regulacje które wymuszą na ludziach spowiadanie się z rzeczy których nie powinni mówić. Nie powinni – nie powinni mieć obowiązku mówić jeżeli nie chcą. I wiesz co mnie jeszcze przeraża? Wiesz ile słów po angielsku liczy sobie dziesięć przykazań?

TM: Ile?

MP: Licząc po angielsku to 179 słow. Czy wiesz ile słów liczy konstytucja Stanów Zjednoczonych? 7800. Nie wiem czy z poprawkami czy bez, ale to nie ważne. A wiesz ile słów liczy europejska dyrektywa dotycząca sprzedaży ogórka?

TM: Pięć razy więcej?

MP: 26 tysięcy słów. Można to nazwać ewolucją regulacji, albo po prostu ewolucją przeregulowywania.
JS: Jeśli to pójdzie w tę stronę i regulacje dotkną finansowanie społecznościowe, to po prostu może to ograniczyć ludzkie możliwości i ich kreatywność. Jak ludzie się zrażą…

TM: Wystarczy tego pesymizmu, dzięki za rozmowę Panowie!