Kup pan płytę!


W XXI w. muzycy z płyt się nie utrzymują, ale to właśnie wydanie nowej płyty sprawia, że trwają na rynku, a ludzie chodzą na koncerty. Pomaga też dobry plakat reklamujący koncert i nienachlane informacje na fanpage’u. Tylko co ma z tym wszystkim wspólnego strój Borata?

Mariusz Maurycy, menedżer zespołu Afro Kolektyw wyjaśnia dlaczego trasa koncertowa zespołu pokrywa się idealnie z wydaniem płyty:
- Nie oszukujmy się, nawet gwiazdy nie zarabiają na kompaktach. Choć też na tym nie tracą – zaznacza i dodaje. - Z jednej strony płyty mają obecnie niewielkie znaczenie, bo odsetek ludzi je kupujących spada. Jeżeli chcesz zagrać na OFF Festival lub Open’er, a nie zbiega się to z promocją płyty, którą wydałeś w czasie krótszym niż rok, to się tobą prawdopodobnie nie zainteresują. Tak samo trasa – nie udałoby się ustalić takiej trasy, żeby grać trzy koncerty w weekend, gdyby nie to, że wysyłając oferty pisaliśmy, że promujemy nowy album Afro Kolektywu.

Z jednej strony nowa płyta nie ma już tej rangi co kiedyś, bo fani wolą sobie ściągnąć piracką wersję, ale funkcjonuje przeświadczenie mentalne pośród organizatorów festiwali, menedżerów klubów, dziennikarzy i w końcu fanów, że nieważne, co by zespół robił, to jest świeży tylko w momencie wydania krążka.

Tylko jak zareklamować koncert w danym mieście? Czy może się odbyć w każdym klubie i o każdej porze? Niekoniecznie. W tej kwestii ekspertem jest Piotr Burczyn, menedżer klubu Rozrywki 3 w Krakowie, gdzie Afro Kolektyw 18 marca dał koncert.
- Zazwyczaj bywa tak, że to zespoły odzywają się do mnie, bo to im bardziej zależy, żeby się wypromować – mówi z dumą Burczyn. - Kieruję się przede wszystkim gustem muzycznym. To jest pierwszy czynnik, który może sprawić, że ktoś zagra bądź nie. Natomiast nie jedyny. Drugi to finanse, pieniądze. Dla przyjemności mogę posłuchać muzyki w domu, ale praca polega też na tym, żeby przyszli ludzie i zostawili kasę.

Na samym postanowieniu o organizacji imprezy się nie kończy.
- W XXI w. plakat ma sens. Natomiast ciężko jest promować koncert tylko przy użyciu plakatów, bo nie minie pół dnia, kiedy zostanie zaklejony przez kogoś innego. Jest sposób, by przyciągnąć odbiorcę – przekonuje menedżer - zamiast różowych, rażących kolorów, stawiam na ciekawą grafikę. Z Facebooka staram się korzystać tak, by nie zdenerwować ludzi, nie spamować. Trzeba promować w taki sposób, by dawać sygnał, a nie zalewać informacjami. Fan musi się sam zainteresować – zdradza.

Z koncertem, a właściwie z dopisaniem publiczności nie ma problemu, gdy jest to niewielkie miasto. Gorzej kiedy mówimy o Warszawie czy Poznaniu:
- Każde wydarzenie trzeba rozpatrywać z innej perspektywy, ponieważ są takie kluby czy miasta, gdzie koncert musimy promować już miesiąc przed. Krzyczymy z każdej strony, bo konkurencja nie śpi i często się zdarza, że koncerty się pokrywają, np. warszawski koncert zespołu Niechęć zbiegał się z otwarciem nowej knajpy, gdzie grał Marcin Masecki. Na to wydarzenie na Facebooku zapisało się 700 osób! – nie kryje zaskoczenia menedżer Afro Kolektywu. - W Warszawie i w większych miastach specyficzne jest to, że większa część publiki chodzi do miejsc modnych. Wybór samego miejsca na koncert jest zatem równie ważny, co reszta działań promocyjnych.

W Krakowie wystarczyło półtora tygodnia, by nagłośnić wydarzenie. Oczywiście organizatorzy ustawili wydarzenie na Facebooku, poszła też informacja prasowa z Universalu o ogólnopolskiej trasie koncertowej. Nie bez znaczenia było spotkanie z członkami zespołu w Empiku. Na takie wydarzenie przychodzi niewielu fanów, tylko ci najwierniejsi, którzy spokojnie chcą pogadać. Niemniej jest ich garstka. I nieważne czy gości Zbigniew Wodecki czy Szymon Hołownia. Prezentuje się to o tyle ciekawie, że rozmowa z artystami idzie na cały salon i klienci mogą się zainteresować np. zespołem. - Spotkania są rożne, czasem prowadzący zadają strasznie sztampowe pytania, a czasem, jak kierowniczka Empiku z Gdańska, choć nie znają zespołu są świetnie przygotowani i rozwija się ciekawa dyskusja, dzięki której klient wróci do domu i wejdzie na youtube.com i przesłucha jakiś kawałek – wyjaśnia sens tych spotkań Maurycy.

Pogadanki przy kawie, podpisywanie albumów, trasa koncertowa to wciąż za mało. Potrzebne jest show. W przedostatnim odcinku „Kuby Wojewódzkiego” wystąpił właśnie Afro Kolektyw. Lider zespołu, Michał Hoffmann zaprezentował się w dość nietypowym stroju - Afrojax umyślił sobie strój Borata parę dni wcześniej, oczywiście nikomu nic o tym nie powiedział. Trochę się bał, że będzie miał przerąbane u żony - śmieje się menedżer zespołu. - Zespół nie kalkulował tego PR-owo. Ja oczywiście wziąłem tę kwestię pod uwagę, ale nie mówiłem o tym głośno. Mogło to zostać przyjęte z niesmakiem, ale lubię ryzykowne akcje. To nie jest zespół ugładzony, który ma być na siłę pod krawatem.

Zespół miał w zanadrzu wersję „ubraną”, ale jak mogliśmy się przekonać nie była potrzebna, ponieważ cala ekipa producencka stwierdziła, że to świetny pomysł. - Oni się tym podjarali na maksa! To jest właśnie tego typu program. Co powiedziano nam, że wcześniej tylko jedna osoba wystąpiła tak w tym programie. Był to Kuba Wojewódzki.

Agata Kurdybanowska