Jak informator może ochronić swoją anonimowość


Czytaliście "Digital Fortress" Dana Browna?
Jeśli tak, to macie wyobrażenie, co może dziać się z całą naszą korespondencją, zanim będziemy cieszyć się jej zawartością...

Mając w tle pojawiające się flesze z historii z Wikileaks, warto się zastanowić, jak informować prasę, żeby samemu sobie nie zrobić krzywdy.

Na początek trochę teorii z prawa prasowego.

Zgodnie konstytucją i ustawą o prawie prasowym, dziennikarz jest zobowiązany chronić dobra osobiste i interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie. Informatorem może być każdy obywatel, który chce udzielić informacji prasie.

ALE: w przypadku decyzji sądu, zostaje z tego obowiązku zwolniony.

Taką sytuację przewiduje polskie prawo. Tak naprawdę, wystarczy, by ktokolwiek dostał się do poczty, kalendarza, czy kontaktów dziennikarza – dane informatorów automatycznie trafią w niepowołane ręce. Trudno ocenić na ile jest to duże ryzyko, w przypadku niektórych spraw, na pewno za duże.

Rodzi się pytanie: po co w ogóle ryzykować i o czymkolwiek informować?

Jest na to metoda, jak zwykle, im prostsza, tym lepsza - „wystarczy” nie przekazywać prasie żadnych danych identyfikujących informatora;)

Jest wiele metod na zachowanie anonimowości przy przekazywaniu informacji. W teorii przynajmniej, najwięcej sposobów na nią pozostawia sieć, która z nich wszystkich na pewno jest najwygodniejsza.

Jak to zrobić?

Pierwszy punkt powinniśmy zacząć od instalacji TOR-a. Nie będę się nad tym rozpisywał – cały proces instalacji jest na stronie: https://www.torproject.org/docs/tor-doc-windows.html.pl

Użycie TOR-a powinno zapewnić niewykrywalność adresu IP, z którego wyślemy wiadomość.

Po drugie, musimy jeszcze wysłać wiadomość posługując się specjalnym serwisem, który pozwoli zachować anonimowość. Jako przykład posłużyć może: https://www.awxcnx.de/mm-anon-email.htm – bardzo prosty w obsłudze serwis założony i utrzymywany przez German Privacy Foundation.

Według zapowiedzi, wiadomość dotrze do odbiorcy najwcześniej za 2 godziny. Jest to wariant optymistyczny, gdyż czas dostarczenia wiadomości, według informacji na stronie, może się wydłużyć nawet do 12 godzin.

Testujemy:

W przypadku wyżej podanego serwisu, wysłana wiadomość przyszła po około 3 godzinach. Co prawda rozjechało się kodowanie zrnaków, jednak treść maila się da przeczytać.


Pewnie niektórych z Was zastanawia, co znajdowało się z nagłówkach. Zacytuję:

Ubrązowione zostały tylko niektóre fragmenty pokazujące serwer odbiorcy końcowego.

Kto to wysłał?

Z nagłówków nie wynika nic, poza informacjami kiedy i skąd przyszła wiadomość do odbiorcy końcowego. Teoretycznie jest możliwość dotarcia do nadawcy metodą "po nitce do kłębka", jednak użycie wcześniej wspomnianego TOR-a ją wyklucza.