Welcome to the jungle – czyli poranek w redakcji newsów


Myślisz o rozpoczęciu „pracy" w dziennikarce? A może co jakiś czas wysyłasz na skrzynkę redakcyjną informacje prasowe. Przeczytaj relację wielokrotnego świadka naocznego - jak to wygląda od środka;)

A było to tak...

8:20 ospałym krokiem przekraczamy znane z najmniejszych pęknięć i skrzypnięć drzwi frontowe...

Cały czas czegoś nam brakuje..co to było..? tak! kawa! Szybka recytacja znanych słów na k. przy wiecznie zacinającym się dystrybutorze z kawą i mamy kawę. Pierwsze łyki i z nimi pojawiająca się świadomość gdzie jesteśmy i po co tam w ogóle idziemy.

Kilka schodów i przekraczamy drzwi, nad którymi widnieje oznaczający kres porannej podróży napis: „Newsy".

Po przekroczeniu progu naszym oczom ukazują się przeróżne okazy lokalnej fauny. Przy ich rozpoznawaniu najistotniejsza jest jedna zasada: „im bardziej osobnik niechlujny i zarośnięty, tym ciekawsze i trafniejsze ma rzeczy do powiedzenia".

Jest 8:30, czyli teoretycznie powinno wystarczyć czasu, by przelecieć skrzynkę mailową oraz przeczytać nagłówki RSS-ów w poszukiwaniu czegoś, czym można byłoby dziś zarobić na chleb.

O! Jest ciekawa informacja prasowa, akurat w tematyce, którą znamy, może uda się ten temat przemycić i nikt inny na zebraniu go nie zaproponuje...może.

Na zegarze 8:57. Już za 3 minuty pojawią się ssaki Naczelne, wszyscy zaczynają się zbierać w największym pokoju w redakcji.

9:00, pomieszczenie o powierzchni około 25m2, a w nim na jednym końcu Naczelny, w otoczeniu weteranów i protegowanych, w drugiej części zbita masa tych mniej ważnych.

Najpierw podsumowanie dnia poprzedniego i wyróżnienie najbardziej zasłużonych czy to skutecznością, czy to nieudolnością.

Następnie najbardziej wymagająca część poranka, czyli bitwa o tematy, innymi słowy: o chleb.

Najpierw etatowi. Oni dostają najsmaczniejsze i często najmniej wymagające kąski – no cóż trzeba przyznać, że niektórzy na ten status pracowali kilkadziesiąt lat. Obecnie, już tak otłuszczeni profesjonalizmem, dumą i znajomościami, że mogliby mieć problem ze zrobieniem materiału o „psich kupach na wiosnę".

Po chwili to, co najlepsze już rozgrabione. Teraz czas na tematy drugiej kategorii: tutaj jeszcze jest o co walczyć, bo zdarzają się tematy rozwojowe zapewniające utrzymanie co najmniej przez 2-3 dni, które później potrafią wrócić i znów zapewnić utrzymanie:)

Trzecia kategoria to tak zwane „michałki" tworzone na zasadzie: sonda + gadająca mądra głowa - tam na ogół lecą stażyści, praktykanci i inna zwierzyna sezonowa.

Na koniec sakramentalne pytanie: „Czy ktoś może ma jeszcze jakiś temat?"

Jeżeli do tej pory nie udało się nam nic wywalczyć, to wyciągamy z kieszeni kartkę z nazbieranymi w kawowe 30 min. tematami i „proponujemy", co udało nam się wyszperać.

9:30 bitwa się kończy. Przegrani ze zwieszonymi głowami idą szukać nadziei gdzie indziej (a nuż uda się złapać jakiś temat w „kulturze"?) zwycięzcy zaś z błyskiem w oku ruszają do dalszego natarcia.

Historia ta wydarzyła się na prawdę... a właściwie wydarza się każdego dnia, w co najmniej kilkudziesięciu podobnych pokojach w Polsce.

Oczywiście każda redakcja ma swój model pracy. Informacje „na jutro" na ogół zbiera się nie 30 minut przed zebraniem, ale kilka dni wcześniej. Za każdym razem jednak, cokolwiek się ukaże na rozkładówce/antenie/stronie przechodzi przez dość złożone i nieprzewidywalne sito.

Opisany wyżej redakcyjny poranek dotyczy tylko redakcji newsów. Naturalnie w mediach tematycznych czas płynie wolniej i innym korytem..;)

facebook_rss rss






Podobne:



Ostatnio dodane: