Marketing – niski próg wejścia? Nie do końca


Marketing - niski próg wejścia Powszechnie w obiegowej opinii pokutuje stwierdzenie, że wszelkie zawody związane z marketingiem posiadają jeden z najniższych progów wejścia. Oczywiście jest to prawda, ale im dalej w las...

Na pierwszy przykład weźmy prowadzenie social mediów. Założenie fanpejdża jest banalnie proste i może zrobić go praktycznie każdy. Tak samo każdy może takiego fanpejdża prowadzić. Do publikowania treści na Facebooku nie potrzeba jakiś specjalnie wielkich umiejętności. Wystarczy poznanie dość prostego mechanizmu publikowania treści, umiejętność pisania, średnia wiedza na tematy ogólne oraz zdrowy rozsądek. Na pierwszy rzut oka, wyposażeni w coś takiego możemy spokojnie zostać social media managerami. Brzmi dumnie – nieprawdaż?

Social Media Ninja

Efektem takiego myślenia są tysiące miernych, nudnych i opartych na zdjęciach profili na Facebooku. Bywa, ze mają one nawet sporą odwiedzalność, ale jak się przyjrzymy im bliżej do niczego praktycznie nie służą. Zapytacie: ale nie o to chodzi w Facebooku, żeby publikować i ludzie to lubili?
- Tak oczywiście, ale tak długo, jak profilu nie lubią odpowiedni ludzie i nie są to treści, które spełniają jakiś bardzo precyzyjnie określony cel, to najzwyczajniej tracimy czas i nasze wysiłki idą na zapewnianie rozrywki przypadkowym tłumom.

W tym momencie pojawia się przysłowiowy las ze wstępu. Profil na Facebooku może zacząć prowadzić każdy, ale dopiero jak „zje zęby” na publikacji różnych treści, zrozumie działanie i przetestuje wszystkie nośniki reklamowe dostępne na Facebooku oraz zacznie po prostu „czuć” jak to działa, można powiedzieć, że został ekspertem od mediów społecznościowych.

W maksymalnym skrócie możemy powiedzieć, ze social media mamy z głowy i macie je w małym palcu. Nic tylko łapać klientów i prowadzić ich profile społecznościowe z rozmachem, jakim może się poszczycić tylko Spielberg w swoich filmach.

Hola hola! Nie tak szybko... (właśnie w tym momencie okazuje się, że las staje się jeszcze gęstszy:).

Co nam ze świetnie prowadzonych profili w social mediach? Nie oszukujmy się, to jest tylko jeden, istotny, ale cały czas tylko jeden wycinek komunikacji marketingowej. No dobrze, dokładamy więc do social mediów działania z tak zwanego Public Relations. To w końcu banalna sprawa, przynajmniej w kawałku związanym z kontaktem z mediami.
Co wystarczy zrobić, to napisać fajną informację, rozesłać do tytułów prasowych i internetowych, które mogą nią się zainteresować i tylko czekać na gratulacje, które otrzymamy za skutecznie przeprowadzoną akcję.
Ale zaraz.. dlaczego nikt nie publikuje naszych informacji prasowych, a jedyna odpowiedź jaką dostajemy, to propozycje zamieszczenia reklam w tytułach, do których wysłaliśmy te informacje?
Zgłębiamy temat, kontaktujemy się z wydawcami bezpośrednio, wymyślamy zgodnie z ich sugestiami materiały, które uzupełniają linię danego pisma  i nawet są publikowane „bezpłatnie”.
Po pewnym czasie jesteśmy na etapie, gdzie dla większości produktów jesteśmy w stanie wymyslić coś na tyle ciekawego, że publikacje są. Ok, nie zawsze tam gdzie chcielibyśmy i w formie na jakiej by nam zależało, jednak efekty widać.

Skoro pisanie idzie nam na tyle dobrze, to może warto się pokusić o prowadzenie bloga firmowego? Startujemy! Po kilku miesiącach publikowania treści liczba odwiedzających zaczyna wzrastać i nasz blog świetnie poszerza dotarcie, zdobywa też stałych czytelników, którzy regularnie komentują  nasze artykuły.
OK, jest coraz lepiej. Działają sobie social media. Publikacje w prasie się pojawiają, nawet mamy bloga, który ma jako-taką odwiedzalność i wywołuje pewne zaangażowanie.

Marketing - niski próg wejścia

Zaczyna do nas docierać, że jest coś takiego jak wyniki wyszukiwania w google... analityka i ogólnie pojęte SEO.
Nowy ląd, olbrzymi i bardzo obszerny, do tego kompletnie nieznany. Zaczynamy dłubać, czytać, słuchać wykładów i powoli przed naszymi oczami pojawia się obraz kolejnej, bardzo istotnej cegiełki. Bez niej wszystkie działania PRowe, blogowe, a nawet socialmediowe wydają się być w dużej mierze chybione.
Okazuje się nagle, że wszystkie teksty, które pisaliśmy można było zrobić znacznie lepiej, że zamieszczanie zdjęć o nazwach, jak DSC_00543 to generalnie najgorszy możliwy sposób ich nazywania, a to dopiero wierzchołek góry lodowej o nazwie SEO...

Kilka miesięcy później...

Tak, udało się. Można powiedzieć, że tematykę SEO mamy w pewnym stopniu już przećwiczoną. Wiemy jak wypchnąć do pierwszej dziesiątki, a nawet trójki wyników w Google nasze teksty. Mało tego, nie straszne nam nawet kaprysy wyszukiwarki i potrafimy wyciągnąć stronę z filtrów.
Cały czas jednak obok SEO występuję inna, bardzo podobna nazwa: SEM. Ok, umiemy rozwinąć skrót na Search Engine Marketing, jednak nazwa ta wiele więcej dla nas nie znaczy niż reklamy w wyszukiwarce.

I tutaj rozpoczyna się kolejny, równie usłany pułapkami etap nauki, jak w przypadku SEO. AdWords – reklamy Google'a w żadnym wypadku nie są intuicyjną zabawką jak Facebook Ads. Zacząć też oczywiście może każdy, jednak bez odpowiedniej wiedzy AdWords są po prostu studnią bez dna, która pochłania nasze zasoby reklamowe szybciej niż reklamy w pismach kobiecych, czy książkach telefonicznych.

Mógłbym znów napisać „kilka miesięcy później” i byłaby to prawda;)

Jak już opanujemy zasady działania i nauczymy się szerokim łukiem omijać „ustawienia zalecane” AdWords, poprowadzimy kilkadziesiąt kampanii, też remarketingowych, możemy powiedzieć, że temat SEM nie jest nam obcy. Do tego, jak dołożymy reklamy RTB i kilka innych sieci reklamowych będziemy mieli obraz jak „kierowanie ruchem” w Internecie działa.

Wciąż czegoś brakuje... czegoś bardzo ważnego – są już wszystkie kanały i nawet w miarę działają, ale...
Ten element, który poznajemy na samym końcu powinien pojawić się dużo wcześniej, ale niestety nie jest to możliwe – jest nim strategia marketingowa.
Zanim będziemy posiadać wiedzę i umiejętności, aby taką strategię móc zaprojektować, biorąc pod uwagę wszystkie wspomniane wcześniej czynniki musimy najpierw w każdy z nich się zagłębić i nauczyć się nim posługiwać. Dzięki temu będziemy w stanie skutecznie obchodzić ograniczenia poszczególnych kanałów i umiejętnie łączyć ich różne funkcjonalności.
To właśnie jest ten „nie do końca nisku próg wejścia”, bo łatwo jest zacząć, przy odpowiednim zacięciu stać się nawet ekspertem w jednej z dziedzin, jednak dopiero przebrnięcie przez wiele z nich pozwoli na zamknięcie całości w jednym, spójnym planie marketingowym, a następnie skuteczną jego realizację.

Marketing - strategia próg wejścia
Żeby nie było zbyt różowo;)
To, co przeczytaliście wyżej to wciąż „tylko” kawałek. Na pewnych etapach pojawią się zagadnienia związane z programowaniem, grafiką, filmem/animacją, poligrafią, a nawet prawem. Jeżeli uda Wam się wprawić w ruch tą całą machinę marketingową ogarniając poszczególne jej kawałki to sami wiecie doskonale, że próg wejścia może wydawać się niski, jednak ilość wiedzy i konieczność ciągłego uczenia się bardzo szybko zweryfikuje kto da radę zostać ekspertem, a kto tylko przekroczy niską barierę wejścia.

Dzięki - dobnęliście aż do tego momentu i nie odpadliście po pierwszych zdaniach, mam nadzieję, że że ten tekst odpowiedział Wam na kilka pytań. Jeżeli tak się stało – bardzo się cieszę. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania – pod spodem jest coś takiego jak Disqus, czyli miejsce, w którym Wy możecie podzielić się co o tym sądzicie, włożyć mi palec w oko albo poklepać po plecach i powiedzieć „good job”;)

 

grafika: sxc.hu; sxc.hu; facebook.com/prdaily; wallpapervortex.com (ME3 - nie mogłem się powstrzymać;)