MLM – ściema, sekta czy droga dla ambitnych i kreatywnych?

Author: Anna Daleki

MLM - Multi Level Marketing

Powoduje dyskusje, uznawany jest za kontrowersyjny, ma w sobie krztę tajemniczości i niezrozumienia. Czym tak naprawdę jest MLM?

Wszystko zależy od podejścia, jednak z pewnością termin ten wzbudza emocje i powoduje sytuacje konfliktowe.

Multi-level marketing (MLM), w języku polskim znaczy tyle co marketing wielopoziomowy. Funkcjonuje również pod nazwą marketing sieciowy. Pojęcie określa sposób działania (pod kątem sprzedaży i marketingu) firmy oraz jej współpracowników. Dość popularne jest określenie „gałąź sprzedaży bezpośredniej”, którego używa się w celu przybliżenia specyfiki poruszonego zagadnienia. To właśnie w osobistych transakcjach sprzedażowych leży klucz do sukcesu w marketingu wielopoziomowym.

System MLM pozwala swoim działaczom na budowanie osobistych struktur współpracowników, na pracy których się (teoretycznie) bogacą, gdyż od obrotu otrzymują dodatkowe prowizje.

Uczestnik w marketingu sieciowym ma dwie możliwości. Może zakupić dany towar na swoje potrzeby, wykupić pakiet, dostawać ustalone przez firmę, z którą podjął współpracę niewielkie pieniądze i na tym koniec. Może również stać się sprzedawcą i zbudować własną strukturę handlowców i zarabiać dodatkowo (a może głównie) na nich. Taka osoba zyskuje na sprzedaży prowadzonej osobiście oraz na transakcjach handlowych zgromadzonych przez siebie sprzedawców.

Krótka historia z Sekretem

„Tysiące kobiet na świecie pracuje już w branży MLM. Możesz i ty zmienić się w kobietę interesu, pełną wiary w siebie i dumy, robiąc po prostu to, co nieświadomie robisz przez całe życie – doradzając, polecając” - Agnieszka Senko i Patrycja Łakomy, materiały szkoleniowe „Kobieta Niezależna”.

Skoro ogólny zamysł i sposób działania w marketingu sieciowym został przedstawiony, pragnę opisać próbę wciągnięcia mnie w sieć i usadowienia na jednym z niziutkich poziomów abym, niczym myszka w kołowrotku nakręcała kołowrotki i napełniała miseczki myszek znajdujących się na wyższych poziomach. Zachęcono mnie do zwerbowania innych gryzoni, które robiłyby dokładnie to, co ja, z tą różnicą, że na niższych poziomach. Ich działania owocnie wpływałyby również na moje konto. Bo w MLM każdy pracuje na członków znajdujących się nad nim.

Do tematu zaczęłam refleksyjnie podchodzić dopiero niedawno. Zadawałam sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak marketing wielopoziomowy, jednak to, piramida finansowa i inne abstrakcyjne formy zarabiania „wielkich pieniędzy” wrzucałam do jednego brudnego i śmierdzącego worka. Mój sceptycyzm w tej kwestii nie zmienił się wiele.

Nie podzielam poglądów osób entuzjastycznie nastawionych do wyżej wspomnianych form zarobkowania, gdyż głoszone hasła i szerzone wizje są tak idealistyczne, że trzeba mocno chcieć, aby w nie uwierzyć. Nie twierdzę, że nie da się zarobić w tym biznesie, lecz udaje się to naprawdę nielicznym, bardzo zdeterminowanym i agresywnym graczom.

W ręce zawziętych działaczy multi-level marketingu trafiłam przez przypadek i zupełnie nieświadomie. Poszłam na szkolenie pt. Kobieta Niezależna, o którym informacje znalazłam w Internecie. Było ono bezpłatne, więc, mimo braku udzielenia szczegółowych danych czy choćby wzmianki czego właściwie będzie dotyczyć, postanowiłam zgłosić swoją kandydaturę. O terminie i miejscu spotkania poinformowana zostałam telefonicznie.

Podczas niemal dwu godzinnego szkolenia prowadzące opowiadały o „pozytywnym myśleniu” będącym sekretem sukcesu. Słowo sekret jest kluczowe. Prowadzące podzieliły się z nami sekretem i nic za niego nie chcą. Tak przynajmniej twierdziły.

Opowiedziano nam historię ich sukcesu. Wyglądała ona tak: każda z nich prowadziła działalność przedsiębiorczą. Jedna z bohaterek postanowiła zamknąć swoją działalność, ponieważ dużo pracowała, nie miała na nic czasu, a pieniądze były niewielkie. Odpisała na ogłoszenie w kogoś takiego jak ona teraz i poznała MLM. Wciągnęła w to koleżankę, która też zamknęła właśnie swoją działalność. Pracują teraz trzy-cztery godziny w tygodniu i mają masę pieniędzy. Postanowiły podzielić się z nami swoim pomysłem na sukces.

Nie uwierzyłam. Nie jestem łatwowierna ani naiwna. Rozejrzałam się po sali. Znajdujące się na niej dziewczyny mieszczące się w przedziale wiekowym 18-28 lat były zafascynowane.

Te kobiety odniosły sukces, zdawały się myśleć, i chcą nam pomóc? Zupełnie za darmo?!

Panie prowadzące kilkakrotnie wspomniały nazwę MLM, lecz nie wytłumaczyły, co to właściwie jest. Po zakończeniu prezentacji mającej zachęcić do działania, poprawić wiarę we własne możliwości oraz w moc przyciągania („odwieczne prawo rządzące światem”), organizatorki wręczyły nam materiały szkoleniowe zawierające filmiki o sile przyciągania („Sekret”) oraz o tym jak wspaniały jest multi-level marketing. Poprosiły również o wypełnienie ankiet i zaznaczyły, że współpracę zaproponują tylko wybranym („stawiamy na współpracę z osobami zdecydowanymi, przedsiębiorczymi i optymistycznymi”).

Nakreśliłam kilka bzdur w kwestionariuszu z szacunku do ich pracy i wyszłam. Zostałam wybrana. Najwyraźniej uznano mnie za „zdecydowaną, przedsiębiorczą i optymistyczną”, gdyż otrzymałam zaproszenie na spotkanie informacyjno-biznesowe.

Miałam odmówić, ale ciekawość zwyciężyła. Poszłam.

 

Organo Gold jako przykład firmy działającej w MLM

„Wiecie dlaczego sponsor przyprowadził was na dzisiejsze spotkanie? Bo was lubi i chce się z wami podzielić tą niesamowitą okazją!” - Główny prelegent konwentu.

MLM - Organo Gold

Na spotkaniu przyprowadzone zostały inne myszki mające pracować na swoich sponsorów i na ich sponsorów i tak dalej. Zebranie dotyczyło prezentacji firmy debiutującej na rynku Polskim, która w Ameryce zrobiła furorę.

Sztandarowym produktem Organo Gold jest kawa. Kawa niezwykła, bo posiadająca grzyb Ganoderma lucidum (Reishi, Ling-Zhi) o właściwościach przeciwzapalnych, przeciwrakowych, chroniących wątrobę, obniżających poziom cholesterolu we krwi oraz odchudzających. Kawa idealna. Kawa, którą większość zebranych trzymała w rękach i popijała, gdyż na wejściu zostaliśmy nią poczęstowani.

Po prezentacji utrzymanej w sztucznie serdecznej atmosferze przepełnionej kiepskimi żartami prowadzącego oraz gorliwej reakcji wymuszonym śmiechem wystosowano ku nam propozycję współpracy, dołączenie do tego złotego interesu, zakup któregoś z trzech pakietów w zależności od naszych finansowych możliwości.

Mówca cierpiał na niepohamowany słowotok, ponadprzeciętny optymizm oraz przekonanie o małej inteligencji zebranych – adresatów swojej wypowiedzi.

Trudno poważnie traktować człowieka którego mowa niewerbalna przeczy słowom wydobywającym się z jego ust. Nienaturalny uśmiech przyklejony do twarzy oraz bijąca od niego radość były przerysowane. Bardziej w stylu jarmarcznego animatora zabaw niż poważnego przedsiębiorcy i biznesmena. Mnie nie przekonał, co do wyjątkowości oraz gwarancji korzyści z oferowanego interesu. Zniechęcił natomiast do całego MLM zaprezentowanym podejściem.

Mogłam zignorować sekciarską atmosferę (uwielbienie lidera, wzajemne klepanie po pleckach, głaskanie po główkach, zapatrzenie i powtarzanie wyświechtanych kawałków) panującą w tych kręgach, jednak nie potrafię przejść obojętnie obok traktowania mnie jak półgłówka.

Tekst wygłoszony pod koniec prezentacji, w którym prowadzący informował słuchaczy, że „sam Putin dzwonił do prezesa Orano Gold pytając, co musi zrobić, aby zechcieli wejść ze sprzedażą do Rosji” był przesadą. Wychodził poza granice tolerancji, uniemożliwiał przymknięcie oka na głoszone bzdury, ordynarne przekłamania i inne nieprawdy.

Najbardziej przerażające było zdziwienie w oczach zgromadzonych nowicjuszy i poważne potakiwania głowami przez ich sponsorów na słowa oratora.

facebook_rss rss






Podobne:



Ostatnio dodane: