Kilkanaście godzin temu mainstream obiegły informacje o zamykaniu sklepów sieci Borders, czyli amerykańskiego odpowiednika polskich Empików.

Jeszcze w grudniu zeszłego roku sieć Borders przejęła Barnes & Noble krok ten jednak nie powstrzymał zbliżającego się upadku sieci. Jednak już w lutym tego roku sieć wystąpiła o „Chapter 11”, czyli coś w rodzaju chronionego administracyjnie procesu bankructwa.

Teraz to już pewne: zamknięte zostaną wszystkie funkcjonujące do tej pory sklepy - podaje Wall Street Journal. Dla wielu osób te właśnie sklepy były rodzajem świątyń wiedzy, literatury, muzyki...

Odbieram to dość osobiście. Coś w rodzaju wyszarpania części przyjemnych wspomnień sprzed kilku lat. Począwszy od spędzonych tam godzin na czytaniu czegoś, co najzwyczajniej wpadło w ręce, spotykaniu ciekawych ludzi, po składane CV i rozmowy rekrutacyjne.

Wróćmy do dzisiaj. Do tej pory żyłem w przeświadczeniu, że mimo coraz szerszego przechodzenia wszystkich i wszystkiego na wersje elektroniczne, zostanie miejsce na tradycyjną książkę, „która przecież musi mieć sporo zwolenników”. Okazuje się, że nie koniecznie i całkiem realniejsza staje się wizja, że zostanie w 100% wyparta przez PDF-y, HTML-e, .lit-y, czy .azw-y.

Polska to jeszcze nie jest kraj tabletów i czytników ebooków – choć niewątpliwie ten stan kiedyś się zmieni. Zadajmy sobie jednak pytanie, co się stanie, jeśli grupa obecnych odbiorców ksiązki papierowej, systematycznie zacznie się wyposażać w urządzenia z e-inkiem?

Być może oznacza to, że tradycyjne księgarnie będą (do czasu) sprzedawać tylko podręczniki do podstawówki, a wszelką inną literaturę papierową przyjdzie nam kupować tylko w sklepach internetowych z art. z drugiej ręki?