Chińska marka czy podróbka z Zachodu

Author: Ajka

Marki w Chinach  Chiny rządzą się swoimi prawami. Nie chodzi jedynie o ustrój niedemokratyczny, ale też odmienną kulturę, obyczaje. Te wszystkie czynniki przekładają się na odmienne prawa rynku. Nawet największe brandy muszą dokładnie zapoznać się z panującymi tu regułami, aby móc w ogóle zaistnieć.

Uderzający przykład: Coca-Cola, która jest znana we wszystkich zakątkach świata, nawet tych, gdzie w naszych wyobrażeniach cywilizacja nie dociera. W Chinach ten globalny brand długo walczył z miejscową Wahaha (chin. uśmiech dziecka). Skąd silna pozycja rodzimego producenta? „Bo sprzedawał Chińczykom to, co ci chcieli kupić, a nie jak Coca-Cola, która chciała ich przekonać, żeby kupowali to, co ona im sprzedaje."

Innemu globalnemu brandowi, McDonaldowi, szukanie miejsca na rynku również zajęło sporo czasu. Zmiany w proponowanym menu polegają jedynie na rozszerzonej ofercie skrzydełek i kawałków kurczaka, zaś główny element, na który postawiono to nowoczesna technika. Firma przyjmuje zamówienia klientów przez internet, a dostawy do domu odbywają się przez całą dobę. Inną strategię obrał konkurent McDonalda, KFC, który swój sukces w Chinach oparł na krajowym „chlebie powszednim", czyli ryżu. Zestawy oferowane przez tę fastfoodową restaurację serwują ryż i cieszą się dużą popularnością wśród klientów.

Wprowadzanie marki na rynek chiński

Powyższe przykłady silnie przemawiają za tym, iż w Państwie Środka nawet najbardziej rozpoznawalne marki wchodząc na rynek muszą zbudować swój wizerunek od podstaw. Czasem oznacza to znaczne modyfikacje, np. w nazwie (francuska nazwa marketu Carrefour oznaczająca skrzyżowanie w Chinach występuje jako Jialefu czyli szczęśliwa rodzina), a także w smakach. O gustach się nie dyskutuje, dlatego należy przyjąć za coś naturalnego, iż Chińczycy opierają swoje pożywienia na 5 smakach, a wśród tutejszych łakoci króluje posmak ogórka i zielonej herbaty. Kolejne miejsca zajmuje czerwona słodka fasola, papryka chilli, aromaty mięsno-rybno-morskie.

Coca=cola w ChinachWiedzę tę wykorzystywali producenci lodów Algida, którzy obok tradycyjnych deserów znanych na Zachodzie, stworzyli coś specjalnie dla chińskiego podniebienia, czyli lody o smaku zielonej herbaty, także w połączeniu z czerwoną fasolą. Z chipsami też nie mają lekko ani zwyczajnie, w Państwie Środka występują one z nutą smakową alg morskich czy cytrynowej herbaty. Jak ktoś obawia się o świeżość oddechu po takim deserze bądź przegryzce, gumy do życia o smaku ogórka polecają się w każdym sklepie.

Trudno sobie wyobrazić, że jakaś firma wprowadza na polski rynek lody o smaku borówki amerykańskiej z żółtym serem (chińska marka Yili), jednak zastanawiające jest dlaczego i u nas alkohole w plastikowych baniakach, nawet pięciolitrowych, nie są popularne. Może wszystko przed nami, także podbój serc i gustów konsumentów zza Wielkiego Muru. Otóż Chińczycy uwielbiają kurze łapki gotowane, wędzone, suszone. W Polsce natomiast hitem wielu imienin u cioci jest galareta na kurzych łapach, zatem choćby teoretyczne szanse na eksport istnieją.

Chinka, z którą studiowałam w Londynie opowiadała, że pochodzi z małej miejscowości pod Pekinem. Jak się okazało miejscowość znajduje się 500km od stolicy („ale przecież Chiny są takie ogromne, dla nas taki dystans to jest nic"), a przymiotnik mała dotyczył miejscowości zamieszkałej przez około milion ludzi („przecież Szanghaj ma 15 milionów"). Jak widać relatywizm obowiązuje w świecie kontaktów międzyludzkich i przekłada się na świat biznesu.

Źródło: http://finanse.wp.pl/gid,14679104,galeria.html?T[page]=2
Zdjęcie: http://www.beijingtoday.com.cn/tag/, http://renaissancechambara.jp/

facebook_rss rss






Podobne:



Ostatnio dodane: